Rozmawiałem ostatnio z Marcinem i jedna jego opowieść mnie zainteresowała. Wybrali się poza miasto w celu zrobienia sobie sesji zdjęciowej. Niby, jak na ten blog i czytelników, nic nowego. Lecz nie wybrali się tam, gdzie nikogo nie ma. Byli na budowie, gdzie było paru pracowników. Zaciekawił mnie w jego historii szczegół, gdyż podczas robienia zdjęć niektórzy nie odmówili sobie zwalenia konia. Co więc w tym takiego ciekawego?
To, że z całą pewnością Marcin i jego dziewczyna wiedzieli, że nie będą sami, a do tego, że towarzystwo skorzysta z okazji. Najwyrażniej bawi Marcina, kiedy obcy obserwują jego dziewczynę całkowicie nagą. A ją? Co kieruje nią?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz